U podnóża wysokiej góry mieszkała dziewczyna o imieniu Mara. Była znana ze swojego pogodnego usposobienia, ale także z tego, że każdej zimy często chorowała na różne wirusy. Bez względu na to, jak bardzo się starała – piła gorące herbaty, nosiła szalik na szyi, jadła domowe zupy – wirusy zawsze ją dopadały.
W pewien chłodny poranek, spacerując po lesie, Mara spotkała starego zielarza Ilyę. Był to człowiek znający wszystkie sekrety roślin, zwłaszcza grzybów rosnących głęboko w zacienionych częściach lasu.
„Widzę, że wirus znów sprawia ci kłopoty” – powiedział Ilija.
„Nie wiem już, co robić” – odpowiedziała Mara, siadając na starym pniu.
Ilya uśmiecha się i wyciąga z torby małe buteleczki. Zawierają one nalewki z różnych rodzajów grzybów leczniczych: kolorowego Reishi, ciemnego jak noc Chaga, jędrnego Shiitake.
„Grzyby?” – zapytała zaskoczona Mara.
„Tak, ale nie byle jakie” – odparł Ilija. „Pomogą one wzmocnić organizm – przygotują go jak dobrego strażnika, który jest gotowy, gdy wirusy zapukają do drzwi”.
Ilija wyjaśnił jej to w prosty sposób, jakby opowiadał bajkę:
• Reishi, dzięki zawartym w nim kwasom, zabija wirusy i wydaje się uspokajać organizm od wewnątrz, pomagając mu lepiej reagować na stres — a osoba zmęczona i wyczerpana jest bardziej podatna na wirusy.
• Grzyby shiitake są jak mali trębacze, którzy odpędzają wirusy i pobudzają organizm do większej czujności i aktywności.
• Chaga jest jak rycerz w lśniącej zbroi, zapewniający dodatkowe wsparcie, gdy układ odpornościowy potrzebuje siły i odporności.
„Ale pamiętaj” – powiedział Elijah – „nawet najsilniejsze grzyby nie są magiczne. Są jedynie pomocą. Odpoczynek, dobre jedzenie, czysta woda i dbanie o siebie – to jest podstawa”.
Mara uważnie go wysłuchała. Zaczęła powoli wprowadzać grzyby do swojej diety — do zup, gulaszu, czasem do herbaty lub suplementów, które kupowała od zaufanych zielarzy. Nie spodziewała się cudów, ale z czasem zauważyła, że ma więcej energii, jest w lepszym nastroju i nie choruje.
Kiedy przez wioskę przetoczyła się fala przeziębień, Mara nadal zachowywała ostrożność: piła nalewki i herbaty, odpoczywała i dbała o ciepło. Ale nie odczuwała już strachu. Nauczyła się, że odporność nie jest pojedynczym cudem, ale zbiorem wielu małych nawyków, które składają się na mozaikę zdrowia.
A las… las stał się jej nauczycielem i przyjacielem, a Funghezia może stać się twoim.
